Opowieść rybaka Jakuba czyli na naukę nigdy za późno











Opowieść rybaka Jakuba
czyli na naukę nigdy za późno
Bajka dla dzieci i dorosłych



Dawno, dawno temu,
za siedmioma górami,
za siedmioma lasami
i siedmioma rzekami,
w krainie mlekiem i miodem płynącej,
znaleźć można było małą wioskę
położoną przy wielkiej rzece
wypływającej z magicznej puszczy.


W wiosce tej żył sobie rybak,
na którego wołali Jakub.
Człowiek ten
niczym specjalnym
się nie wyróżniał
wśród mieszkańców tej wioski,
prócz zamiłowania do wody
i wydobywania ryb
z jej odmętów.
Każdy znał historie
monstrualnych ryb,
jakie Jakub opowiadał że złowił.
Niestety brak było zarówno
świadków tych wyczynów
jak i samych ryb.

Niezrażony tym
co o nim gadali ludzie we wsi,
jak również motywowany
pustym brzuchem,
Jakub codziennie spędzał
długie godziny przedświtu,
licząc na złowienie zdobyczy,
która nasyci jego żołądek
i przyniesie, zasłużony przecież,
szacunek wsród wieśniaków.

Nie inaczej było,
w czwarty wtorek
po przesileniu letnim,
gdy Jakub siedział
na brzegu rzeki, 
obserwując łunę przedświtu 
nad mroczną linią
magicznej puszczy
zarysowaną na widnokręgu.

Zatopiony we mgle
i własnych marzeniach
o życiu w wielkim mieście,
omal nie krzyknął
przestraszony szarpnięciem wędki.
Gęsta pokrywa białej mgły
skrywała nurt rzeki,
przez co nie był
w stanie stwierdzić
co złowił.
Długo nie myśląc,
strając się nie stracić zdobyczy
ciągnął ją uparcie do skarpy na której stał.
Tuż przy brzegu,
wskoczył w wodę
próbując po omacku, podbierakim
zabezpieczyć swą ofiarę.

Jakież było jego rozczarowanie, 
gdy okazało się,
że haczyk zaczepił się
i kompletnie przepadł
w poszarpanej i splątanej sieci
pełnej gałęzi, rybiej drobnicy
i wodnych roślin.

W pierwszej chwili miał
ze złości wrzucić sieć
na jak największą głębinę,
lecz uwagę jego przykuły
dziwny przedmiot
wyglądający jak stara sakwa
i fakt, że sieć
nie była rybacka,
tylko myśliwska.

Zaciekawiony,
za pomocą noża
wydobył to, co rzeczywiście
okazało się torbą.

Ponownie założył przynętę,
zarzucił wędkę,
siadł na brzegu
i postanowił zbadać zawartość
tajemniczej sakwy.

Wewnątrz przemoczonej
i mocno zniszczonej
skórzanej torby,
Jakub znalazł starannie
zabezpieczoną tubę
i przegniłe resztki jedzenia.

Znajdowały się tam jeszcze
jakieś dziwne przedmioty,
które jednak przy dotknięciu dłonią
zmieniały się w kolorowy dym.

Jakub zainteresował się tubą.

Po dłuższym majstrowaniu kozikiem 
i praktycznie zniszczeniu denka,
znalazł wewnątrz rulony papieru.

Drugi raz
zawiedziony znaleziskiem,
odrzucił je w krzaki
i skupił się na wędce.

Rybak nie zwrócił uwagi,
że chwilę po otwarciu tuby,
nad puszczą pojawiła się
ciemna chmura 
powoli przesuwająca się
w jego kierunku.

Tymczasem mgły
podniosły się już na tyle,
by pierwsze promienie słońca
zmieniły fragmenty tafli wody
w srebro i czerwone złoto.

Wszystko co później,
zdarzyło się niemal jednocześnie.
Na wędkę złapała się największa ryba,
jaką Jakub widział w swoim życiu,
(nie była nawet w połowie tak duża,
jak te o których opowiadał,
ale ta była naprawdę).
Czarna chmura,
która dotarła już nad jego głowę
okazała się stadem
czarnoskrzydłych ptaków.
A wiatr,
który zerwał się niespodziewanie,
rozsypał arkusze papieru,
na które rzuciły się ptaki.

Walcząc z wędką,
zdołał wyszarpać kilka arkuszy
z pazurów stworzenia przelatującego
mu przed twarzą
i schować za koszulę.

Pozostałe, przepadły ze stadem,
które szybko się
oddalało w kierunku puszczy,
znowu coraz bardziej
przypominając burzową chmurę.

Ryba była okazała,
a jak się okazało później,
również smaczna.

Syty i szczęśliwy Jakub
wyciągnął zza pazuchy
karty papieru
i spostrzegł, że niektóre fragmenty
jest w stanie przeczytać.

Zagłębił się w pierwszą,
która była bardzo zniszczona:



...To już trzeci księżyc mija, gdy opuściłem zniszczoną osadę. Może los się w końcu odwrócił i znalazłem pomoc. Jest obca, nie widziałem jej wcześniej w okolicy, słyszałem o jej podobnym różne plotki, głownie, że...

Plama z błota,
wymieszanego
z czymś czerwonym,
nie pozwalała
odczytac co to za plotki,
ale dalej pismo
było już wyraźniejsze:


...Wygląda na to, że nie ma złych zamiarów. Nie uśmiecha się zbyt często, gdy opowiadam co się zdarzyło, kiwa smutno głową, ale w oczach ma takie coś, przysiągłbym, że czasami to coś jak gwiazdy w bezksiężycową noc, a czasami bez dna, jak najgłębsza studnia. Na razie postanowiłem nie patrzeć jej w oczy. Tak jest lepiej, nie czuje się wtedy taki, właśnie, bezbronny?...

...Opatrzyła moje rany, goją się szybko. Mogę już nawet biegać. Czasami opowiada mi o puszczy, historie, których nigdy nie słyszałem. Niektóre są piękne, inne straszne. Są też takie jak moja...

...Gdy w nocy budze się z krzykiem ze wspomnieniami straty wszystkiego co znałem i przerażenia ogromem zniszczenia, ona nuci kojącą melodię, słowa, które ledwie rozpoznaje, ale dają spokój...

...Zapytała mnie rano, czy chciałbym umieć sam się bronić przed złem z puszczy, gdy mówiłem że dużo już umiem, zaśmiała się. Ładnie się smieje, choć było mi przykro, że ze mnie. Nie chciała już wracać do tego tematu...

...Uczy mnie często i przy każdej okazji, pokazuje pułapki magicznej puszczy, uczy rozpoznawać trujące rośliny. Razem znaleźliśmy zgubę mojej osady. Gdybym tylko wiedział wcześniej, to co teraz wiem...

...Nie wchodzimy głęboko w puszczę, powiedziała mi, że nie odważy się iść tam ze mną, jeszcze nie jestem gotowy. Przestraszyła mnie, tak że oglądam się na każdy cień i mimo chłodu lasu, spociłem się jak pies w sianokosy na klepisku...

...Dotarliśmy do wielkiej rzeki, nie mam pojęcia jak, ale przywołała łódź, którą płyniemy pod prąd, bez wioseł. Włosy jeżą mi się na głowie, dziwna półprezroczysta poświata otacza nas i chroni przed wszechobecnymi owadami. 
Płyniemy już dwa dni, na pytania dokąd, odpowiedziała tylko raz: "Czy po tym co widziałeś i przeżyłeś, chcesz pomóc innym uniknąć Twojego losu?" Powoli pokiwałem głową, że tak, choć nie wiem, czy dobrze zrobiłem...

Ostry ból w lewej nodze, 
tuż powyżej kostki Jakuba
oderwał go od lektury,
Chlasnął ręką rozplaskując 
jusznicę deszczową
i pocierając bolesne miejsce.
Rozejrzał się
za kwiatami rumianku.
Przerzutą papkę nałożył
na szybko powiększający
się rumień
i wrócił do lektury:


...Zostałem przyjęty do Akademii. Wstawiła się za mną Ellaine. Od jutra mam rozpocząć intensywny trening...


Jakub zaczął wertować
arkusze papieru,
były trzy, rozumiał
tylko niektóre fragmenty
na każdym z arkuszy,
a jeden z nich,
właśnie skończył.

Westchnął,
zobaczył, że słońce
Zbliża się ku zachodowi,
Zebrał wędkę,
szkielet ryby, 
ocalałe papiery
i powlókł się do domu

Wieśniacy obejrzeli
szkielet ryby.
Pocmokali,
pokiwali głowami,
poklepali z uznaniem
Jakuba po plecach
i poszli zająć się
swoimi sprawami.

Jakub, nikomu 
nie opowiedział
o tubie, ptakach,
arkuszach papieru
i zapisanych
w nich historii.

Przejrzał raz jeszcze
papiery i zauważył że:
ten który przeczytał
jest najbardziej zniszczony,
ten który zaczął czytać,
pachniał przyjemnie kwiatami,
a ten w najlepszym stanie,
miał przyczepione nasiono.

Gdy dotknął je palcem,
lekko rozbłysło niebieskim nimbem
i spadło na klepisko.
Wiatr porwał je
i wyrzucił za próg, w ziemię.

Ciemno już było, wiec Jakub
postanowił poszukać go rano,
zaraz po tym,
jak przeczyta drugi arkusz.

Z tą myślą zamknął oczy
i po chwili tańczył już
ze swoimi marami sennymi.

Obudził go
gwar głosów dobiegających
z przed jego chaty.
Okazało się,
że z małego nasiona
wyrosła filigranowa roślina,
która przy najdrobniejszym
powiewie wiatru
delikatnie dzwoni
małymi, błękitnymi kwiatami.
Rozsiewa przy tym
zapach tak orzeźwiający,
że nieodmiennie przypomina
pierwsze chwile po długo
wyczekiwanym deszczu.

Dookoła rośliny
kiełkowały
jej podobne, 
zapewne wysiane
przez tę pierwszą.

Wieśniacy zaczęli
oferować Jakubowi,
przeróżne towary
i usługi w zamian za
odstąpienie choć
jednej małej rośliny.

Jakub, zachwycony
Zainteresowaniem całej wsi,
pozwolił wziąć kwiaty
każdemu kto chciał,
bez jakiejkolwiek opłaty.

W wyrazie wdzięczności,
starszy wioski
ogłosił wielką ucztę
na cześć Jakuba,
jak również w podzięce
za cuda jakie
sprowadził do wioski.

Jakub, upojony nagłą
zmianą losu,
przyglądał się
z zaciekawieniem jak
dziewczęta wiły wianki
z nowej rośliny,
która po oderwaniu
jednej gałązki,
wypuszczała trzy następne, 
na każdej
z kwiatami innego koloru.
Mężczyźni ustawiali stoły,
szykowano jadło i napoje.

Rybak, wróciszwszy
do swej chaty
przypomniał sobie
o drugiej karcie,
którą zaczął
czytać dzień wcześniej
i postanowił sprawdzić,
jaki był dalszy
los nieznajomego:


...Poznałem wczoraj obowiązujące tutaj zasady, opisano mi próby przez które muszę przejsć. Mało powiedzieć, że jestem przerażony. Nie dam rady. Ellaine nadal tajemniczo się uśmiecha mówiąc, że mam coś, na co większość uczniów będzie długo musiało czekać. Odruchowo próbowałem zasłonić bliznę żłobiącą mój policzek od brody po ucho. Ellaine dotknęła mnie lekko i skineła głową potwierdzając moje domysły...

...Dużo się uczę, ale najbardziej lubię ćwiczenia. Potrafię już obronić się przed owadami, mniejszymi zwierzętami, w tym latającymi jak i pływającymi. Ellaine miała rację, moja Tarcza Doświadczenia ma czerwony kolor i jest dużo silniejsza niż innych uczniów...

...Dzisiaj zniszczyłem wieloletnią pracę nauczycieli akademii, nie potrafiłem przewidzieć konsekwencji używanej Mocy Działania. Jestem zdruzgotany. Pewnie mnie wyrzucą...

Śpiew i muzyka,
nie pozwoliły Jakubowi
skupić się na ostatnim
fragmencie zapisków, 
na dole drugiego arkusza:


...To już cztery zimy jak postawiony przed wyborem zdecydowałem się poświęcić sprawom Akademii. Jutro ostatnia próba. Moja Tarcza Doświadczenia jest silna, moja Zbroja Wiedzy jest solidna, kontroluję już Moc Działania lepiej niż którykolwiek z uczniów przed ostatnim testem. Ellaine jest kimś więcej niż potężnym mentorem, przynajmniej dla mnie.
Jutro o zmierzchu stwię czoło swoim demonom. Jutro pokażę co jestem wart i zasłużę na Glif Społeczności. 
Jutro sprawę, że Ellaine uśmiechnie się raz jeszcze i głębia nocy upoi nas swym czarem.
Jutro zmierzę się z przeklętymi kwiatami niebiańskiego upojenia i ich zwodniczo delikatnymi dzwoneczkami...

Ostatnie słowa
zagluszył w głowie Jakuba,
śmiech i radosne
okrzyki wieśniaków,
Którzy wyciągnęli
rybaka z chaty
i w tanecznym korowodzie
poprowadzili na plac,
na którym
zgromadziła się już
cała wieś,
gotowa do świętowania.

Wirowali w tańcu, 
zanurzeni w muzyce,
do której tęsknili całe życie,
nie wiedząc nawet o tym.

Oddychali chwilą, 
która mija w mgnieniu oka,
tutaj jednak trwała
wydawało by się wiecznie.

Pnaczy było coraz więcej.
A z nimi kwiatów. 
Stawały się też coraz większe.
Zaczęły łączyć się
tak jak ludzie podający sobie ręce. 
Coraz trudniej było tańczyć,
coraz ciaśniej, 
duszniej, 
goręcej.

Wirując Jakub dostrzegł kątem oka
Jak kruszą się i walą ich domy,
A wieśniacy zostają pochłonięci przez
sine już pnącza.
Mrok zaczął napływać w miarę
jak rośliny zaduszały płomienie.
Pierwsze zgasły pochodnie
ustawione wokoło placu.
Kwiaty we włosach dziewczyn rzucały
na ich twarze głębokie cienie
powodując ból.
Nikt jednak nie mógł odpocząć,
zatrzymać się
w szalonym tańcu.

W chwili gdy Jakub
bezgłośnie krzyczał
patrząc w oczy Justysi,
tej, do której całe życie
wzdychał,
ale nigdy nie ośmielił się
smalić cholewek,
a która dzisiaj właśnie,
łaskawym okiem 
dostrzegła jego,
prostego rybaka,
w tej chwili,
największego szczęścia
Jakuba i jego
najgłębszej rozpaczy,
pojawiła się pomoc...

Zaczęło się od powiewu wiatru,
który narastał
zagłuszając muzykę dzwonków.
Wszystkie chcąc, nie chcąc
poddały się jego sile
i przestały sączyć
swe upojne dzwięki.
Wieśniacy przestali tańczyć,
ale z braku sił
omdleli splątani pnączami.

Jakub, Justysia
i kilku innych wieśniaków,
jak we śnie
dostrzegli zakapturzoną postać,
otoczoną półprzezroczystą
karmazynową sferą,
której bały się pnącza,
odsuwając się jak najdalej mogły.

Zapadła cisza, 
przybysz wypowiedział słowa,
których ta ziemia jeszcze nie znała,
jego prawa dłoń zapłonęła
zielonym ogniem,
który spływając na ziemię,
tuż przy klepisku
formował zadziwiające istoty.
Nie były to małpki, nie były zające,
coś pomiędzy.

Z absolutną pewnością
były jenak głodne.
Jeszcze nie do końca uformowane
pędziły w kierunku
zdradliwych pnączy 
i wgryzały się w nie ostrymi strugami,
rozrywając je chwytnymi kończynami.

W mgnieniu oka,
nie pozostał najmniejszy ślad
po pnączach.
Po chwili również
widmowe istoty
rozpłynęły się we mgle,
która stopniowo napływała na klepisko.
Wieśniacy odzyskiwali zmysły.
Siadali na czym popadło,
masując skronie
i dziwując się temu co ich spotkało.

Nieznajomy strzepnął dłonią
wierzch mieniącego się tęczowo płacza,
i jak na wezwanie,
z jego okrycia oderwał się ptak,
czarnoskrzydły,
który poleciał do chaty rybaka
i wrócił do zakapturzonej postaci
niosąc w pazurach
trzy arkusze papieru.
Wlatując
w karmazynową sferę
zniknął jak bańka mydlana.
Nieznajomy złapał papiery,
zwinął je i wsunął w znajomo
wyglądającą Jakubowi
tubę przyczepioną do pasa.

Wszystko to działo się,
gdy zbliżał się do rybaka,
ciągle jeszcze oszołomionego
wydarzeniami i siedzącego
już na pobliskiej ławie.

"Dziękuję, że odnalazłeś moją zgubę," 
powiedziała zakapturzona postać
i dodała zaraz:
"Jednakże nierozsądnym było
ją czytać i uwalniać nieszczęście.
Nie winię Cię,
mogłeś nie wiedzieć, 
jak niegdyś ja."

"Od dziś obejmę opieką
tę zatoczkę i wioskę,
jak i jej okolice, 
a Tobie dobry człowieku,
zostawiam tę książkę, 
ku przestrodze."

Na ławie pojawiła się nagle
księga z czarnym
pająkiem na okładce.
Nieznajomy mówił dalej:
"Znajdziesz w niej dziwy i strachy,
potwory i niewinnie wyglądające
istoty oraz rośliny, 
które jednak są zwodnicze
w swej powierzchowności 
i zgubne w działaniu."

"Mroczna puszcza was dotknęła,
a ona nie zapomina.
Zasmakowała waszej radości,
niewinności i naiwności,
I teraz jeszcze bardziej
chce tu wrócić.
Jej sługi są liczne,
podstępne i potężne."

Rybak oczy miał okrągłe z przerażenia,
wieśniacy, ci przytomni już
na tyle żeby zrozumieć
o czym mowa,
pobledli w obliczu grozy
opisanej przyszłości.

Nieznajomy mowił dalej:
"Nie jesteście jednak sami,
znajdziecie mi miejsce,
w którym zbudujemy kuźnię.
W niej jednego z Was"
- tutaj wskazał swoim kosturem Jakuba,
"przyuczę na kowala
i nauczę wykuwać zbroje i oręż.
Pokażę wam jak trenować,
jak używać zbroi i tarcz."

"Puszcza już tu jest,
to bez znaczenia,
czy dzisiaj czy jutro,
będziecie żyli z jej dobrodziejstw,"

"Czas już nastał, abyście rozróżnili
który jej owoc jest dobry,
a który zgniły i niebezpieczny."

Wieśniacy, z zaciekawieniem
i nikłą nadzieją w sercu
poustawiali ocalałe stoły i ławy,
usiedli i słuchali
co im prawił Nieznajomy:

"Ja mieszkam w puszczy,
tam gdzie jestem potrzebny nieustannie.
Jednak gdy zagrozi wam
ona ponownie,
gdy spostrzeżecie ją
tuż pod waszym progiem,
zostawiam wam tego posłańca:"
-  zrobił nieznaczny gest nadgarskiem
a ptak czarnoskrzydły
wyłonił się z ławki,
na której siedział Jakub
i wskoczył mu na ramię.
Nieznajomy kontynuował:
"Wyślijcie go do mnie,
bez oczekiwania, 
na pierwszy objaw
zła z puszczy."

"Dzisiaj przybyłem
niemalże w ostatniej chwili,
przez co domy wasze w ruinie,
a i wy ledwo uszliście z życiem."
"Nie powtórzcie tego błędu
w przyszłości
i gdy coś niezwykłego
lub niepokojącego się wydarzy,
wyślijcie wiadomość.
Im szybciej
tym mniej kłopotów,
tym więcej uratować
można."

Nie raz, nie dwa,
Nieznajomy pojawiał
się w wiosce rybaków,
która szybko pod jego
wskazówkami została odbudowana
i zmieniła się w osadę.
Rybak Jakub został kowalem,
jego żona Justysia
przekazywała wiedzę
o tym jak rozpoznać
zło z puszczy,
jak wysyłać po pomoc.
Z czasem ponadto zrozumiała, 
że trzeba to robić
z najmłodszymi również,
bo i oni zapuszczali się
do magicznego lasu.

Puszcza w międzyczasie,
zgodnie ze słowami Nieznajomego
otoczyła osadę, karmiąc
ich z jednej strony,
ale i zagrażając ciągle z drugiej.
Mieszkańcy osady
nauczyli się jednak
żyć w jej cieniu,
i osada z czasem
stała się miastem,
z własnym Nieznajomym.
Ale to już inna opowieść...

Wrócmy na chwile
jeszcze do Jakuba.
Po wielu latach,
nastoletni wnuczek,
zagadał do niego w kuźni:
"Szkoda dziadku,
że nie dowiedziałeś się
co było na ostatnim
arkuszu Nieznajomego"
Dziadek, uśmiechnął się
dotykając blizny na ramieniu
i odpowiedział:
"Ależ się dowiedziałem wnuczku,
na własnej skórze".


KONIEC




Posłowie:

Drogi użytkowniku cyberprzestrzeni, kolejny raz spotykamy się by w ramach zmyślonej historii aby przybliżyć problemy bezpieczeństwa cyberprzestrzeni - miejsca, do którego udajemy się codziennie, spędzamy tam czas pracy i odpoczynku, szukamy informacji, na podstawie których podejmujemy później decyzje, lub kształtujemy swoje opinie. Tak przedstawiona, cyberprzestrzeń nie różni się już od świata realnego. Nasze zachowania w nim jednak różnią się diametralnie.
Tym razem bajka wprowadza więcej kluczowych postaci, głownie z powodu złożoności problemu cyberbezpieczeństwa. Na początku przyglądamy się nie tak znowu nietypowemu użytkownikowi, który szuka akceptacji w swoim społeczeństwie. Temat ten jest szeroki jak rzeka, w której próbuje złowić ryby - osiągnąć coś znaczącego, potwierdzającego jego przechwałki. Różne aspekty tego zjawiska zostaną omówione przy innej okazji, ta opowieść koncentruje się na powszechnym efekcie braku czujności wobec nieznanego źródła informacji, których z jednej strony prawdziwości nie da się potwierdzić, a z drugiej które we wręcz "magiczny" sposób dają przewagę i prowadzą do oszałamiającego sukcesu. Przykładów z życia jest wiele, od lukratywnych ofert pracy, najczęściej w konflikcie z prawem po teorie spiskowe i manipulowanie opinią społeczną.
Skutki braku potwierdzenia zaufania do źródła mogą być różne, od personalnych, włączając w to kryminalne, po społeczne, związane z wykluczeniem czy wręcz próbami samobójczymi osób pokrzywdzonych.
Nasiono zwodniczego pędu, jest przykładem powszechnie stosowanej przez przestępców w internecie metody "konia trojańskiego" - z pozoru interesującej nas rzeczy, idei, docelowo jednak kłopotliwej i szkodliwej. 
Niech głównym przesłaniem z tej opowieści będzie dla każdego cyberużytkownika konieczność stosowania zasady ograniczonego lub nawet braku zaufania wobec informacji i kontaktów, które doświadczamy w cyberprzestrzeni. Zasada ta powinna być utrzymywana tak długo, jak długo potrzebujemy upewnić się, że sytuacja jest taka jak w świecie rzeczywistym - możemy zaufać informacji, czy kontaktowi bo np. potwierdza tę samą wersję ktoś komu ufamy.
Nie warto się śpieszyć, nie warto iść na skróty - na to liczą przestępcy wywierając presję czasu lub strachu. Warto pamiętać, że nawet w świecie połaczonych rzeczy (takich jak samochody, lodówki, ubrania i komórki) ciągle najbliższe nam będą rzeczy realne i bezpośrednio mające wpływ na to czy mamy co jeść, gdzie spać i czy nie grozi niebezpieczeństwo naszemu życiu czy zdrowiu. 
Od dziecka kształtujemy w sobie mechanizm obronny zwany zdrowym rozsądkiem. Najwyższy czas, zacząć go używać w czasie spędzanym w cyberprzestrzeni, bo jest on najważniejszym elementem naszej "Zbroi Świadomości" o której pisaliśmy w Bajce o Szewczyku Cholewce

Opowieść rybaka Jakuba przedstawia nam również postać z drugiej linii obrony przed zagrożeniami czyli środowisko profesjonalistów i infrastrukturę  bezpieczeństwa informacji. Warto zwrócić uwagę, na to, że cyberużytkownik, czyli Ty i każdy z nas nie jest pozostawiony sam sobie, jak to wyglądało pod koniec Bajki o Szewczyku Cholewce. To co mamy do dyspozycji w pierwszym momencie to: służbowo - Zespół Bezpieczeństwa (lub jakkolwiek się on w organizacji nie nazywa), a prywatnie, w najlepszym przypadku znajomy zajmujący się zawodowo bezpieczeństwem, natomiast w sytuacji jego braku, dostawca internetu, dostawca oprogramowania antywirusowego, ewentualnie jeden z polskich portali poświęconych bezpieczeństwu (niebezpiecznik.plsekurak.plzaufanatrzeciastrona.pl). Są również firmy świadczące usługi bezpieczeństwa lub odzyskiwania danych, warto jednak sprwadzić czy posiadają certyfikaty branżowe rozpoznawalne na polskim rynku. Wytrwali znajdą również szereg inicjatyw społecznych, czy organizacji pozarządowych takich jak np. Fundacja Bezpieczna Cyberprzestrzeń, Fundacja Orange itp. Pełniejszą listę można pobrać wraz z poradnikiem tutaj lub tutaj.
Co warto zapamiętać z tej bajki w związku z "bezpiecznikami" jak to się potocznie nazywa ludzi zawodowo zaangażowanych w bezpieczeństwo, to fakt, że im szybciej poinformujemy ich o zaobserwowanej nieprawidłowości, oszustwie, a nawet przede wszystkim własnym błędzie, tym szybsza może być ich reakcja, mniejsze straty dla nas czy firmy, a czasami obu. 
Odnosząc się do terminu "bezpiecznik", to jest powszechnie stosowany choć mylący, gdyż z zasady, ludzie zajmujący się bezpieczeństwem nie ulegają "zepsuciu" podczas incydentu bezpieczeństwa czy też nie jest to czas na ich "wyskoki", zazwyczaj jest to czas ich ciężkiej pracy i pełnego skupienia, gdyż popełnione w nim błędy są bardzo kosztowne.

Poniżej więcej o osobach zawodowo zajmujących się bezpieczeństwem:
Reprezentowani są w tej bajce przez Ellaine i Nieznajomego, którego historia jest jedną z możliwych ścieżek osób zawodowo zaangażowanych w ochronę informacji. 
Nieznajomy zaczynał w zupełnie innej profesji i okoliczności zmusiły go do zajęcia się bezpieczeńtwem. Musiał oczywiście posiadać określone predyspozycje, inaczej zawiłości tematyki szybko doprowadziłyby go do zniechęcenia i porzucenia tematu. Bardzo pomocne w niezbędnej edukacji i zdobywaniu umiejętności dla Nieznajomego okazało się doświadcznie. Samo jednak doświadczenie to za mało, w świecie ciągle zmieniających się technologii, sposobów ich użycia jak i nadużycia. 
Dlatego symbolicznie przedstawione atrybuty osoby zaangażowanej zawodowo w ochronę informacji to: Zbroja Wiedzy - czyli wieczne poszukiwanie odpowiedzi na pytania: jak to działa, dlaczego działa i jak to można popsuć to podstawa w specyficznym spojrzeniu na świat charakterystycznym dla tej grupy zawodowej. To jednak nie wystarczy. Dopiero Tarcza Doświadczenia pozwala tę więdzę wynikającą z ciekawości i wyobraźni użyć praktycznie. Nie wszystkie pytania mają realnie sensowne odpowiedzi, często teoria załamuje się gdy kluczowym elementem okazuje się człowiek i jego pomysłowość. Wieloletnia praktyka pozwala uzyskać perspektywę, przez co te same środki nieznacznie zmodyfikowane mogą skutecznie przeciwdziałać pozornie nowym zagrożeniom.
Jest to zawód związany z zaufaniem do osób go wykonujących, głownie z powodu dysponowania przez nich Mocą Działania, która użyta nieodpowiedzialnie lub w niewłaściwym momencie może nie tylko poważnie zagrozić działalności organizacji, która miała być chroniona, ale może również mieć istotny wpływ na pojedynczych ludzi, np. poprzez ujawnienie informacji naruszających prywatność tej osoby. Z drugiej strony brak kompletnego zaufania wobec kompetencji i woli ich użycia ze strony kierownictwa chronionej organizacji osłabia efektywność ochrony poprzez wydłużenie czasu reakcji na incydenty, brak świadomości ochranianych zasobów i nie zamykanie znanych luk w tej ochronie.
Paradoksalnie, osoba zawodowo zaangażowana w ochronę musi cieszyć się prawie całkowitym zaufaniem swoich pracodawców, jednocześnie nie ufając nikomu z pracowników i na tej podstawie budować program ochrony informacji tej organizacji.
Ten paradoks stanowi poważną przeszkodę,  do wymiany wiedzy i doświadczeń pomiędzy osobami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo różnych organizacji, co aktualnie jest aktywnie wykorzystywane przez cyberprzestępców. Brak ciągłej i bezkonfliktowej wymiany informacji o zagrożeniach uniemożliwia koordynację działań ochronnych przed zagrożeniami i aktywnym ich zwalczaniu. Dlatego Glif Społeczności - atrybut wymiany doświadczeń i wiedzy, wspólnego podnoszenia umiejętności w ostatnich latach zmienia swój charakter na bardziej odpowiadający współczesnym potrzebom. Tworzone są organizacje wymieniające dane o zagrożeniach, informacja o profesjonalnych certyfikatach zawodowych coraz częściej jest warunkiem wstępnym podczas rekrutacji.
Aktualnie zmaganie się z problemem braku doświadczonych osób zawodowo zaangażowanych w ochronę informacji przyczyniło się do intensyfikacji starań opracowania programów nauczania i stworzenia kompletnych ścieżek edukacyjnych.
Osoba decydująca się na karierę zawodową związaną z ochroną informacji możę tę ścieżkę kariery podjąć posiadając już doświadczenie w innych obszarach np. audycie lub administracji systemami IT, tak samo jak posiadając praktykę prawniczą. Może również zacząć "od zera", wybierając dowolny obszar bezpieczeństwa i dedykowaną ścieżkę edukacyjną. 
Jest to jednak zawód, który z racji wymaganego zaangażowania silnie wpływa na charakter, przez co również na życie prywatne. Innymi słowy, nawyki nabyte podczas pracy z ochroną informacji stają się naturą tej osoby, a nie wyłącznie zachowaniem zawodowym.

Do zobaczenia w następnym odcinku, poświęconym trzeciej lini - audytowi i regulatorom, co w realiach magicznego lasu będzie oznaczało poważną konfrontację złośliwych jego mieszkańców w życie uczciwych ludzi...



Wszystkie grafiki pochodzą z serwisu https://openclipart.org/
Całośc historii jest darmowa i dostępna na licencji CreativeCommons v 3.0 (BY, SA)
Kontakt z Inicjatywą Kultury Bezpieczeństwa:


Nieznajomy i jego atrybuty:



Popularne posty